Najgorzej kiedy odchodzą najlepsi
W piątek 2 października zmarł w Warszawie Marek Edelman, jeden z przywódców powstania w warszawskim getcie. Lekarz kardiolog, był powstańcem warszawskim, działał w KOR i "Solidarności", w III RP m.in. członek Komitetu Helsińskiego. Tyle oficjalny komunikat. Poznałem go na spotkaniu Partii Demokratycznej, na którym było wielu niezwykle zasłużonych dla Polski. Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Frasyniuk i inni. Trwała gorąca dyskusja czy nie rozwiązać partii, która jako spadkobierczyni Unii Wolności wyczerpała już swój potencjał. I wtedy na środek sali wyszedł on - Marek Edelman. Człowiek - legenda. Powiedział proste i zabawne słowa. Jak rozwiążemy tę partię to nie będzie już miejsca, w którym będzie można spotkać się z inteligentnymi ludzmi. Był zawsze pełen humoru i właściwej sobie refleksji. „Dźwigał pamięć obciążoną traumą. I pewne sądy, wydawane zwłaszcza w stosunku do niektórych zachowań ludzkich, były w jego ustach ostre, pouczające, ale wiedział zawsze, co mówi – wiedział, czemu przez te słowa zapobiega” – Marka Edelmana wspominają prof. Jan Hartman, Krzysztof Kozłowski, bp Tadeusz Pieronek i o. Maciej Zięba OP w Tygodniku Powszechnym. Kiedyś w wywiadzie Jacek Kuroń tak wspominał Marka Edelmana: Marek mawia, że gdy się chce poznać człowieka, to w trudnej sytuacji trzeba „dać mu głowę do koszyka”. Jeżeli tę twoją głowę zgodzi się – mimo takiego czy innego niebezpieczeństwa – przenieść, to można na nim polegać. I Marek w swoim otoczeniu potrafił zgromadzić wielu takich chłopców i dziewcząt – ludzi, którym ufa. Więc może jest tak, że jeśli taki człowiek, jak on, oczekuje od ludzi bohaterstwa, to oni rzeczywiście stają się bohaterami? I dalej: Gdy Marka pytają: co jest najważniejsze w życiu?, odpowiada, że samo życie. Dodaje czasem, że po życiu najważniejsza jest wolność. I to, żeby nigdy i przez nikogo nie dać wepchnąć się na beczkę – jak ten stary Żyd, którego na Żelaznej dwóch niemieckich żołnierzy postawiło na beczce i wielkimi nożycami zaczęło strzyc – ku uciesze tłumu. Taka utrata brody musiała być najgorszym upokorzeniem, gorszym od chłosty. Marek wie też, że czasem oddajemy życie za wolność czy godność. I już wtedy nie wiadomo, co jest najważniejsze. Smutne w tym wszystkim są chwile kiedy … odchodzą najlepsi.
2009-10-03, Zbigniew Widera
Archiwum:
Lipiec 2010
Październik 2009
Wrzesień 2009
Sierpień 2009
Czerwiec 2009
Maj 2009
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008






