Nagroda...

„Ja niżej podpisany, Alfred Nobel, oświadczam niniejszym, po długiej rozwadze, iż moja ostatnia wola odnośnie majątku, jest następująca. Wszystkie pozostałe po mnie, możliwe do zrealizowania aktywa, mają być rozdysponowane w sposób następujący: kapitał zostanie przez egzekutorów ulokowany bezpiecznie w papierach, tworzących fundusz, którego procenty każdego roku mają być rozdzielone w formie nagród tym, którzy w roku poprzedzającym przynieśli ludzkości największe korzyści”. Tyle z testamentu człowieka, który uświadomił sobie nagle jak wiele zła uczynił profesją, którą się zajmował. W tym kontekście zastanawiam się, kto i ile pieniędzy pozostawi do czyjejś  dyspozycji by odpokutować swoje winy za doprowadzenie do upadku nie tylko stoczni jako takiej, ale wszystkich tych, którzy od lat w trwodze przychodzili do niej i z niej wychodzili, udając w swoich domach, że nic się nie dzieje. Dziś tych dramatów nie zastąpią populistyczne debaty, obietnice i deklaracje. Król, jaki jest każdy widzi. I to od lat. Czasem nie odmawiając mu chwilowego zaangażowania i związanych z tym jego nieprzespanych nocy.  Ale  prawdą jest, że to głównie od Króla zależy jak się mają jego poddani. Wracając, więc do pierwszej myśli… jestem pewien, iż  z majątku naszych ostatnich władców, uzbierałby się spory fundusz. W tym kontekście jednak zapytam: kto uwierzy, że nasi ostatni Królowie przeznaczą go dla tych, których zwiedli?

2009-05-19, Zbigniew Widera