W kabarecie ustawy medialnej

Trwająca od dłuższego czasu polityczna przepychanka wokół ustawy medialnej
przypomina stary grecki teatr. Niby na scenie występuje kobieta, a pod maską
facet. Skąd to porównanie? Stąd, że niby władza chce " zrobić dobrze" swoim
obywatelom, a tak naprawdę kombinuje, jak się dobrać do zasiadających w radzie
ludzi starej już nieaktualnej władzy. Jak tam wprowadzić swoich. I dla
pozorów kombinuje: a to zlikwidować abonament, a to odpisać ten medialny
podatek od podstawy opodatkowania. A może zlikwidować obowiązkowe płacenie
biednym emerytom? Jakaż ta nasza władza szlachetna. Zastanawia się ciężko,
jak wyrównać szanse telewizji publicznej z telewizjami prywatnymi. W końcu,
zastanawia się dobra władza, jak tu uchronić zmęczonego Polaka przed
wypełniającymi pół filmu, reklamami. Może by tak podpowiedzieć dobrej
władzy, że musi szybko działać, bo w dobie idącego kryzysu, władza nie wie,
że w czasie reklam Polak sika i wówczas drastycznie wrasta zużycie wody, co
naraża gospodarkę na zachwianie bilansu wodnego, a telewidza na finansowe
straty. Bez  reklam dotrzymałby przecież do końca filmu. Swoją drogą, skoro
za ten kabaret w każdym teatrzyku należało by zapłacić za bilet, to może
zostawmy te opłaty w spokoju?

 

2009-02-17, Zbigniew Widera



Z perspektywy Okrągłego Stołu

Podobno jesteśmy tak życzliwi w stosunku do tego, co się dzieje wokół nas, iż gotowi jesteśmy wyciągnąć nawet nieboszczykowi poduszkę spod głowy. Onieśmiela mnie w tym kontekście, odwaga formułowanych ocen odnoszących się do determinantów i konsekwencji, jednego z kluczowych wydarzeń dwudziestego wieku - polskiego Okrągłego Stołu. Z niedowierzaniem spoglądam na wypowiedzi totalnych krytyków tego wydarzenia i jedyne, co mi do przychodzi do głowy, to nakłanianie siebie do manifestowania, jakże trudnej sztuki tolerancji. Nie będę kolejnym wymądrzającym się recenzentem. Nie czuję się uprawnionym sędzią ważącym ,,za i przeciw". Pozwolę sobie wyłącznie na wyrażenie żalu, że po raz kolejny pokazujemy światu jak bardzo można niszczyć najlepsze momenty własnej historii. Jak możne świętować rocznicę, razem, a nawet osobno. Obawiam się tylko, że kiedyś to u nas ktoś ,,medialnie błyskotliwy" dojdzie do wniosku, że Papieża Polaka  wybrano na złość nam wszystkim.   

 

 

2009-02-07, Zbigniew Widera



Potencjał twórczego myślenia

W pewnym momencie własnej edukacji John Forbes Nash Jr, wybitny amerykański matematyk i ekonomista, który dla przypomnienia, prowadził badania nad teorią gier, zastosowując koncept równowagi w grach niekooperacyjnych nazwany od jego nazwiska, zaprzestał chodzenia na wykłady swojej renomowanej uczelni.  Dlaczego? Otóż jak stwierdził, udział w zajęciach ogranicza jego potencjał twórczego myślenia. John Nash Jr, cierpiał na schizofrenię paranoidalną, która nie uniemożliwiła mu otrzymania Nagrody Nobla. Miał kontakty z takimi profesorami jak Albert Einstein u, którego współcześni naukowcy podejrzewają, że był chory na Zespół Aspergera co mogło spowodować jego wybitne osiągnięcia intelektualne i naukowe. Z jednej więc strony mamy przykład, jakże w efekcie twórczego, acz nagannego zachowania, odejścia od standardowych sposobów edukacji, co może przyczynić sie do własnego sukcesu, z drugiej zaś równie kontrowersyjny przykład, że uznani za chorych geniusze, potrafią uzyskać daleko więcej od układnych, zdrowych prymusów.  Jak się ma do tego interesującego przywołania, współczesna ,,palikotyzacja" życia politycznego zaznaczona np. medialną metamorfozą (jak mówią złośliwcy) „walecznego kaczora w spokojnego, rodzinnego bociana”? Pewnie ma, bowiem potencjalnie ,,szurnięci" uzyskują, jak się okazuje, zaszczyty a szalenie skoncentrowani na swej pracy pozornie „chorzy” przechodzą do historii cywilizacji. Tyle tylko, czy nie błądzę w swym rozumowaniu w nieadekwatności personalnych porównań? Ocenę tego pozostawiam swoim recenzentom. 

 

 

2009-02-01, Zbigniew Widera